No. 5, 1948, Jackson Pollock
No. 5, 1948, Jackson Pollock

Codzienną porcję sztuki zaczniemy od – za przeproszeniem – grubej rury. Albo z grubej rury, jeśli ktoś przesądny. Przez kilka lat najdroższym obrazem na świecie był No. 5, 1948 Jacksona Pollocka. Dzieło przedstawia… I tutaj zaczyna się problem. Bo Pollock reprezentował ekspresjonizm abstrakcyjny a to nie zapowiada niczego dobrego. Nurt ten, znany również jako szkoła nowojorska był pierwszym amerykańskim ruchem, który wywarł wpływ na światową sztukę. Z tą amerykańskością można polemizować. Po prostu w Nowym Jorku przed zawieruchą wojenną schroniło się wielu artystów, tworząc z miasta, które nigdy nie śpi, centrum kulturalne. Z Wyoming trafił tam również Pollock, który pod wpływem Europejczyków porzucił sztukę figuratywną i rozpoczął eksperymenty, które zaowocowały stworzeniem własnego stylu, znanego jako action painting.

Action painting czyli malarstwo gestu stara się zupełnie zmienić podejście do sztuki. Dotychczas istotne było w niej dzieło, czyli coś, co dzięki aktowi twórczemu powstało. Sam proces był więc podporządkowany rezultatowi. Natomiast dla Pollocka istotniejszy był akt. Obraz nie jest więc – zdaniem Pollocka – skończonym dziełem, ale zapisem aktu twórczego. Stąd tylko krok nie tylko do happeningu ale również do różnych hipsterskich slołów. Takie podejście zapewniło utrzymanie różnej maści krytykom, którzy mogli wyznaczyć wyraźną granicę pomiędzy zwykłym konsumentem a specjalistą. Konsument podejdzie, popatrzy na obraz i pójdzie dalej. A specjalista może analizować, interpretować i o tym pisać.

Twórczy akt Pollocka wydawał się spontaniczny i polegał głównie na chlapaniu farbą na leżący na podłodze kawał płótna. Artysta mówił, że w ten sposób pomaga ujawnić się obrazom, które mają swoje własne życie. Ale jednocześnie twierdził, że w tym, co tworzy nie ma przypadku. Być może dlatego ukończone już obrazy niszczył albo tworzył od nowa? Idealna pożywka dla teoretyków sztuki, prawda?

Czy takie podejście do sztuki może zapewnić wysoką cenę dzieła? Okazuje się, że może. No. 5, 1948 został namalowany farbami olejnymi na płycie pilśniowej o wymiarach 2,44 x 1,22 m. W styczniu następnego roku za 1500 dolarów zakupił go Alfonso Ossorio – malarz zaprzyjaźniony z Pollockiem. Niestety podczas transportu obraz został uszkodzony. Ale przecież dla Pollocka to nie mógł być problem. Naprawił go, całkowicie zmieniając jego wygląd. Obraz był jeszcze kilkakrotnie sprzedawany, żeby w roku 2006 osiągnąć rekordową wówczas cenę 140 milionów dolarów. To całkiem sporo, za obraz, który nie przedstawia zupełnie niczego. Ale czy to prawda? Kliknij i popatrz przez chwilę. Jeśli nie widzisz, popatrz jeszcze raz. Czujesz niepokój? Taki zupełnie nieokreślony, niefiguratywny właśnie? To Twoja podświadomość, którą prezentuje Ci Pollock. A teraz wyobraź sobie, że to nie piksele Twojego ekranu, ale 32 stopy kwadratowe…

Zupełnie inną rolę obraz zagrał w Ex Machinie. Do obejrzenia tego filmu oraz biografii Pollocka na podstawie pomysłu Eda Harrisa, w reżyserii Eda Harrisa z Edem Harrisem w roli głównej oczywiście zapraszam.

Zachęcam również do korzystania z aplikacji DailyArt. To od jej twórców – mówiąc kolokwialnie – zerżnąłem pomysł.

Reklamy