Dla malarzy nastały ciężkie czasy. Z jednej strony każdy bezimienny posiadacz smartfona może podszyć się pod artystę i zyskać krótką, ale wielką popularność, przyćmiewając osiągnięcia każdego zawodowca, z drugiej – tenże zawodowiec może wymyślić cokolwiek – może obciąć sobie penisa (w nawiązaniu do tytułu dzisiejszego obrazka), malować fekaliami albo wystawiać ludzkie zwłoki a i tak nie otrze się nawet o to, czego dokonała grupa francuskich malarzy niemal 150 lat temu. Na czym polega ich wyjątkowość? Przede wszystkim na dopuszczeniu możliwości subiektywnego postrzegania świata. Nie oszukujmy się – w Polsce prawo do niego ciągle jest lewacką fanaberią. Liczą się proste, jednoznaczne komunikaty i ładne foty na fejsie.

Claude Monet, Boulevard des Capucines, 1873, Nelson-Atkins Museum of Art
Claude Monet, Boulevard des Capucines, 1873, Nelson-Atkins Museum of Art

Tymczasem we Francji w latach 70. XIX wieku impresjoniści uznali, że w sztuce od dosłowności ważniejsze jest uchwycenie ulotnego momentu a od dokładnych konturów – światło. Korzystali przy tym z najnowszych osiągnięć ówczesnej nauki, porzucali atelier na rzecz pleneru, jako pierwsi mieszali farby na płótnie i stosowali cały szereg innych nowatorskich technik. Nic dziwnego, że wychowani w kulcie akademizmu odbiorcy nie byli przygotowani na przełom a część impresjonistów umierała w biedzie po mozolnej walce z krytyką. Ale po rewolucji w tworzeniu nastąpiła rewolucja w odbiorze i okazało się, że impresjoniści wychowali nas skuteczniej niż Jobs fanów Apple. To ich działa i użyte przez nich barwy lepiej pokazują świat i budzą emocje, odnosząc jednocześnie komercyjny sukces.

Claude Monet, Boulevard des Capucines, 1873, Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina
Claude Monet, Boulevard des Capucines, 1873, Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina

Jednym z najwybitniejszych impresjonistów był Claude Monet. Przed śmiercią w roku 1926 zdobył popularność i całkiem spory majątek a nazwa kierunku pochodzi od tytułu jego obrazu Impresja, wschód słońca. Ale kiedy powstawał, impresjoniści nie mieli nawet gdzie wystawiać swoich dzieł a to oznaczało, że nie mieli szansy na ich sprzedaż. Chętnie skorzystali więc z pomocy Nadara – pioniera fotografii lotniczej i podziemnej, który dzieła impresjonistów cenił a w związku z wycofaniem się z branży, dysponował właśnie wolnym atelier. To właśnie w nim w roku 1874 zorganizowano pierwszą wystawę impresjonistów. I to właśnie w tym wyjątkowym miejscu częstym gościem był Monet, który korzystając z widoku z balkonu stworzył swój Bulwar Kapucynów. A właściwie 2 Bulwary… Jeden z nich – pokazujący ulicę, pokrytą cienką warstwą śniegu – znajduje się dzisiaj w Nelson-Atkins Museum of Art w Kansas City i w związku z tym, że jest bardziej znany, przez wiele lat uważano go za dzieło zaprezentowane na słynnej wystawie. Opinie, pozostawione przez krytyków, wydają się jednak wskazywać, że to mniej popularne z dzieł, znajdujące się w Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina w Moskwie – jako chronologicznie wcześniejsze – mogło być wystawione u Nadara.

Pewności nie będziemy mieli nigdy i jest w tym chyba jakaś impresjonistyczna ironia. Dzięki niej możemy skupić się na kunszcie Moneta i porównać wizję Bulwaru zanurzonego w delikatnej, chłodnej mgle i tego drugiego – skąpanego w zachodzącym, jesiennym słońcu. Różnicę można niemal wyczuć ciałem. A przecież to ta sama ulica. Ta sama, o której zaśpiewał Etienne Daho i która posłużyła za tytuł sowieckiego westernu. Tak, to prawda, ten ustrój musiał upaść.

Reklamy