Bataclan
Bataclan 2012.

Najpierw spłynie rzeka kondolencji i słów wsparcia. Jesteśmy z Wami, ramię w ramię, to zamach na całą ludzkość etc. Czy to będzie miało jakąś wymierną wartość? Jasne. Pewnie Belgowie złapią u siebie i odeślą do Paryża francuskiego muzułmanina uzbrojonego w sekator. Większy problem będą mieli Polacy. Meczetów jak na lekarstwo, więc może trzeba będzie stanąć w kolejce, żeby wyrazić solidarność z ofiarami, obrzucając cokolwiek islamskiego koktajlami Mołotowa albo świńską krwią. Wiadomo – dzięki takiemu zabiegowi każden jeden muzułman pójdzie do piekła, amen. A jeśli meczetu nie uda się znaleźć, wyrazem solidarności będzie napis na przystanku w rodzaju „Polska dla Polaków”. I na tym nasze wsparcie się skończy. No dobra, może jeszcze Pawlak wyśle pięciu strażaków a Kaczyński Dudę, który  powie coś o „wyrazach współczucia Francuzów„. Tak, wiem, nie wypada… Chociaż nie rozumiem, dlaczego tragedia w Paryżu miałaby usprawiedliwiać prezydenta RP.

Ważniejsza będzie reakcja Francji. Czego można się spodziewać? Z pewnością paru marszów (w tym jednego milczenia) i paru ataków – na ośrodki dla uchodźców i na meczety. W tych okolicznościach zdecydowanie będzie musiał pokazać Hollande. Bo ekshibicjonizm demokracji małpim zwyczajem mówi „kiedy cię atakują, pokaż jaja”. Oczywiście – jeśli nie masz własnych – pokaż cudze. Najlepiej na talerzu. Czyli będzie więcej nalotów w Syrii. Czy skutecznych? Tak samo jak dotychczas. To może operacja lądowa? Tu jest problem. Formalnym szefem w Syrii jest ciągle Baszszar i nie da się bez współpracy z nim wysłać żołnierzy do Syrii. A współpraca z Baszszarem to jednak zdrada jakichś zasad. Czyli raczej naloty. No, przydałaby się jakaś spektakularna akcja komandosów. Chociażby taka jak zatopienie Rainbow Warrior.

Wieża Eiffla 2016?
Wieża Eiffla 2016?

Na ulicach francuskich miast pojawią się więc policjanci a na lotniskach będą dokładniejsze kontrole. Bo społeczeństwo musi poczuć, że jest bezpieczne. Byle do kolejnych wyborów, byle nie było kolejnego zamachu… Będzie. Bo to jednak jest wojna. Ale wojna z kim? Przecież każda wojna ma to do siebie, że wróg jest namacalny, widoczny, znany, nazwany… Tak, tak, wiem – dla Polaka sprawa jest jasna – wojna z islamem, Polska przedmurzem i Sobieski na koszulce. Sorry, ale to nie tak. Polska jest raczej zamurzem (albo zaściankiem), o Sobieskim na Zachodzie słyszeli co najwyżej pracownicy budek na Kahlenbergu a kilka milionów obywateli Francji to muzułmanie. I zgodnie z prawem są takimi samymi obywatelami jak np. katolicy. Czyli z kim ta wojna? Z ISIS? Z kalifatyzmem? Być może. Ale jeśli wojna to trzeba chcieć ją wygrać a tego żaden Rafale nie załatwi. Czyli wychodzi na to, że zamiast wojny będzie wypełniona patosem długotrwała, kosztowna obrona?

Reklamy