Media przekonują nas, że Belgowie nie istnieją. I coś w tym jest. No bo jak się mają waleczni Nerwiowie znad rzeki Sabis do Kloca Van Varenberga? Uprzedzę potencjalne odpowiedzi zanim ich przebłyski zdążą zaopatrzyć się sekowany polski wągiel – tak samo jak jeden Hannibal do drugiego Hannibala. Albo jak Hannibal do Habiba Burgiby. A zatem Belgowie są jakimś półmagicznym bytem podobnym do elfów o znaczeniu uzależnionym okolicznościami. I to okolicznościami bardzo kruchymi, skoro niepodległość Belgów uzależniona była od ułańskiej fantazji paru podchorążych, której rocznicę właśnie obchodzimy. Efekt tej fantazji uparcie nazywamy powstaniem, jakby nie wypadało nam przegrać wojny z Rosją, ale to już zupełnie inna historia. Tymczasem Belgowie ostatnio znowu stali się kimś innym. Okazało się, że część z nich mieszka w Państwie Chrześcijańskim a część tworzy Państwo Islamskie. W tych okolicznościach zastanawiam się, dlaczego Francuzi postanowili tychże Belgów szukać w Syrii. Nie taniej byłoby za miedzą?

Być może oglądali Top Gear, w którym uznano kiedyś, że Belgia istnieje po to, żeby Niemcy i Anglicy mieli, gdzie wyjaśniać sobie nieporozumienia. Ciekawe, czy podobne rzeczy będzie mówił Chris Evans w kontynuacji programu, która od maja pojawi się w BBC. I pomyśleć, że mogło być prościej. Wystarczyłoby, żeby prezesem BBC był ktoś równie łaskawy jak prezydent Polski a Clarkson nie musiałby szukać nowego pracodawcy. Z pracą w ogóle ostatnio różnie bywa. Z jednej strony bezrobocie dramatycznie spada, ale z drugiej – praca jest coraz mniej pewna. Prawica na przykład twierdzi, że Lis najpierw zwolni Dudę a później sam zatrudni się u Michnika. Wydawałoby się, że w tej sytuacji warto poszukać bardziej samodzielnego stanowiska. Okazuje się jednak, że nawet najbardziej lubiane osoby muszą nielegalnie zdobywać środki transportu, żeby móc rozdawać prezenty albo pozbywać się ostatniej pary butów. Niby chodzi o klimat, ale powodem takiej formy są zamachy, przeprowadzone przez muzułmanów a przecież wiemy, co o butach myślą muzułmanie. Przypadek?

z19248398Q,W-roku-1983-swiat-stanal-na-krawedzi-wojny
Uśmiechnięty grzyb belgijski

I pomyśleć, że zdaniem Kędzierskiego to wszystko mogło się skończyć wtedy, kiedy się zaczęło. A kiedy i gdzie się skończyło naprawdę? W Kortrijk, w którym porzucony sowiecki myśliwiec zabił 19-letniego… Belga.

Reklamy