Kiedy 17 lat temu ścisłą współpracę z Adamem Małyszem nawiązywał psycholog Jan Blecharz, nikt nie spodziewał się przełomu. W siermiężnej kulturze słowiańskiego macho psycholog to taki niedorobiony psychiatra, który nie może wystawić zwolnienia. Psychiatra to oczywiście wstyd a sportowiec ma być twardzielem, który wzorem ułanów z 18 pułku powinien mieć nie tylko dupę ale i jaja z mosiądzu. Małysz, jak na luteranina przystało, ciężką pracą pokazał Polakom, że mogą wierzyć w sukces. Podobną misją przez kibiców zostali obarczeni nasi siatkarze, którzy po latach gry w światowej czołówce w roku 2014 zostali mistrzami świata. Do Rio jechała już inna drużyna, ale apetyt na medal mieli wszyscy. Przegrany 3:0 mecz z USA pokazał, że oczekiwania były zbyt wygórowane. To w każdym razie przyznał Bartosz Kurek, twierdząc, że zabrakło nam umiejętności. A może chodzi o umiejętność koncentracji? Może głównie tutaj pobili nas Amerykanie, którzy podczas całego meczu mieli raptem dwie chwile słabości?

Nasi siatkarze nie byli jednak faworytami w swoim meczu ćwierćfinałowym. Inaczej było z Pawłem Fajdkiem, który sam podkreślał, że interesuje go tylko złoto a nie wyszedł z eliminacji. Przeżył to ciężko, przeprosił i stwierdził, że nie rozumie fizjologii. Nie da się zrozumieć fizjologii, która świetnemu zawodnikowi na najważniejszej imprezie każe oddać najsłabsze rzuty od sześciu lat. W tym sezonie Fajdek tylko dwukrotnie kończył turniej z wynikiem minimalnie krótszym od 80 m. W Rio rzucił 72…

Zupełnie inna presja towarzyszyła naszym piłkarzom ręcznym. Od czasu porażki z Chorwacją 23:37 na Mistrzostwach Europy przestali być naszymi bohaterami. Potwierdziły to niezbyt udane mecze w grupie. Tymczasem w ćwierćfinale stało się coś dziwnego. Piotr Wyszomirski obronił 15 rzutów. Dotychczas – we wszystkich meczach – udało mu się to 17 razy. A Karol Bielecki, który przecież w innym meczu z Chorwacją razem z okiem został pozbawiony widzenia przestrzennego, trafił 12 z 15 rzutów. W efekcie nasi zawodnicy z Chorwacją wygrali 30:27 i grają dalej. Być może dlatego, że – jak mówi Bielecki – po prostu chce im się grać.

Reklamy